„— Spotkałem wędrownego handlarza.
— Ależ... ależ ja nie mogę przyjąć takich skarbów.
— Dlaczego Czyż nie jesteś moim bratem, któremu winienem pomagać
— Przecież tej mąki, kawy i ładunków nie otrzymałeś za darmo!
— Czy mój brat uważa, że nie zasługuje na garść mąki
Cóż miał na to odpowiedzieć! Odmową najwyżej obraziłby swego towarzysza. Skojarzył natomiast ten dar z tajemniczym transportem broni. Od kogóżinnego mógł nabyć naboje Toimniża, jeśli nie od tamtych właśnie ludzi Więc zapytał
— Czy naród Dakotów wykopał topór wojenny
— Czyż mój brat widzi na mej twarzy wojenne barwy
— Nie. Ale powiedz mi na tych ziemiach mieszkają jeszcze inne plemiona.
— Tak. Bardzo daleko stąd.
To znaczy — zastanowił się Karol — nic... to nic nie znaczy.
— Mój brat przemawia bardzo dziwnym językiem.
— Hm... prawda, ale też dziwnego zdarzenia byłem świadkiem.
I opowiedział o swej przygodzie. Toimniża wysłuchał cierpliwie.
— Mój brat jest czujny jak bóbr — stwierdził — i mądry jak sowa. Słusznie postąpił nie pokazując się tamtym ludziom, chociaż ja ich znam. To nie są wrogowie Dakotów.
— Kupujecie od nich broń.
— Kupujemy. Mój brat dobrze wie, iż czerwoni mężowie potrafią wyrabiać tylko dzidy, łuki i strzały. Proszę, niech mój brat nie mówi nikomu o tym spotkaniu, gdyby...“(11)
inwestycje mieszkaniowe Kraków |Gry |web hosting