„— tak, sprawa odległości, dystansu. Między jednostką a przestrzenią socjalną, między j a a czasem. Ale przede wszystkim mała, ciemna odległość dzieląca jednego człowieka od drugiego człowieka, ich rozsunięte, ocierające się krawędzie, ta wąska rana tajemnicy i niezrozumienia, w której prześwituje przepaść. Tu, w tym miejscu nieprzystawania rodzi się noc, stąd zaczyna się dno, przez tę szczelinę widać połyskujące ostrze, tędy wypływa krew. Pokazać, czy i jak jest możliwe dosunięcie, złączenie tych krawędzi, przedstawić ich wysiłek zawiązywania się ze sobą, przenikania się dwojga ciemności. Obawiam się, że tu nie będzie happy endu.
— czy może istnieć duma z nieskończoności — ja — mój dom — moje miasto... kraj — kontynent — planeta... planeta — układ słoneczny — galaktyka... metagalaktyka wszechświat nieskończoność... Aha, i jeszcze jakieś mikroświaty we mnie. Więc jestem tylko obrysem między nieskończonościami drgnięciem wśród mgieł i plazm Czasem to sobie uświadamiam, ale rzadko, rzadko. I w tych momentach uprzytomnienia przeważnie
ogarnia mnie strach. Ach, jak nas źle uczyli! Powinienem być dumny, co za powaga kryje się w tej znikomości, w tym delikatnym trwaniu! Prawda Wszystko otwarte, pulsujące. Ja w ogromnym, nieskończonym czasie światła, i wszystko we mnie... Nieustanne spełnianie się życia, nigdy nie dopełnione, prawda Przeobrażające się byty w przestrzeniach astralnych, jęki porodów i śmierci w cichym szmerze drobin. Ach, więc o samotności nie ma mowy — bajeczne odprężenie! Czy byłbym takim głupcem, że mógłbym tego nie rozumieć Tej nie zamierzonej odpowiedzialności za utrzymanie równowagi — tego dźwigania gwiazd i chronienia protoplazmy No, i tego cudu, że ja o tym wiem — na przekór, wbrew i pomimo wrogiego uporu przyrody Chwała mi! Należy we mnie szanować tę fenomenalną nieprawidłowość, którą stanowię, którą jestem pomiędzy sferami, mój mały, pokorny, buntowniczy błysk. Moją frazeologię. Proszę wstać dopóki zgadzam się istnieć, to będzie znaczyło, że zgadzam się na życie. Zgadzam się na ten przypadek, na tę dziwaczną skazę, poświadczam ją w sobie i w innych. A nie, nie gwarantuję, że w tym zakresie uniknę wszelkich błędów, ale owszem, będę się starał nawiązywać kontakty, zbierać informacje, odczuwać, rozumieć. Będę kombinował. Zależy mi na tym. Jak to! doceniam subtelne warunki owego balansu, nieprawdopodobną wyjątkowość zbiegu okoliczności, przelotność (retoryko! retoryko!) tego mrugnięcia dwóch miliardów lat — przyjmuję je z powagą, czuję się zaszczycony! Zapewniam, potwierdzam będę usiłował dostrzegać je w każdym. Lecz proszę je dostrzegać również we mnie — również we mnie.“(9)
<<<< Vincent i Jacąues pełzali
| Traube rezygnuje z zamiaru >>>>
Agroturystyka Kielce |Gry Dla Dzieci |łyżworolki