„Ale wszyscy widzieli, że to coś było, trudnoby to ukryć. P. Fleming podniósł szklankę i opróżnił ją, twarz jego poszarzała.
— Ma tu pan małą plamkę, mówi panna dEspard i wskazuje.
—Gdzie
— Tu, w kąciku ust. Jeśli mi pan da swą chusteczkę — ^
— Dziękuję, mogę sam! — Powstaje, podchodzi do lustra i wyciera. Parma dEspard śledzi go oczyma, inni również zwracają baczniejszą uwagę.
P. Fleming zachował się dobrze, słowa jego i ruchy były bez pośpiechu, tylko twarz jego zwiotczała i zapadła. Reszta towarzystwa nie dała znać po sobie, że przypuszcza najgorsze, lecz panna dEspard wlepiła przerażone oczy w chorego człowieka i w czułej bezmyślności złożyła nawet swą rękę w jego dłoni. Wzrok ich się spotkał. — Dziękuję!— szepnął p. Fleming. Jeśli istniał przedtem jakiś supeł na wiążącej ich nici, został on teraz rozplatany.
— Pobiegnę po doktora — rzekła.
— Doktora — zapytał i próbował udawać zdumionego. — Całkiem nie potrzeba, to nic zupełnie. Ale skoro pani tak mówi, jedyne, o cobym poprosił może, to cokolwiek lodu —
^ Czy czuje się pan niedobrze— pyta adwokat. — Doktór przyjdzie niezwłocznie. — Podnosi się i dzwoni, następnie daje służącej rozkaz odnalezienia doktpra.
Podczas oczekiwania wszyscy starają się być spokojni i pełni otuchy, p. Fleming sprzeciwia się i nie chce porzucić towarzystwa ani położyć się do łóżka czemu to on ma być pierwszym, który przerywa biesiadę. Jeszcze raz nawet musiał użyć chusteczki i podejść do lustra, aby sobie wytrzeć usta, a wykonał to w taki sam powolny i naturalny sposób, co i poprzednim razem, nie zakłócił ogólnego spokoju; tylko że wesołość zwionęła już z pokoju Bertelsena, uczta skończyła się.“(16)
<<<< Sztuką i Bronią włada
|
Kredyt |Gry |netia